© 2023 by Lingo. Proudly created with Wix.com 

Projekt dofinansowany ze środków Fundacji Batorego
  • Twitter Ikona społeczna
  • Facebook Classic
  • YouTube Classic
  • Google Places Social Icon

Lubartów, marzec 2018

Na minutę przed głosowaniem

 

            Konsultowaliśmy ustawę o jawności. Wokół oświadczeń majątkowych stworzył się swego rodzaju ruch oburzonych. Z jednej strony rzeczywiście, po co zaglądać do kieszeni męża/żony. A z drugiej strony… zupełnie co innego. Bo szkoda, że nie można prześledzić zmian w zatrudnieniu członków rodzin.

            Może w dużych miastach to mniej widać, ale nie tam, gdzie większość osób się zna, albo przynajmniej wie, do jakiej partii (komitetu wyborczego) on lub ona należy.

A z małych miast ludzie migrują do dużych. I niosą tam swój ogląd świata również.

A jaki jest ten ogląd?

            Ilu znacie polityków, którzy albo sami, albo członkowie ich rodzin, znaleźli zatrudnienie w urzędach, bądź spółkach miejsko-gminno-powiatowych? Co wtedy się dzieje? Zwyczajowo nic. Mówiąc wprost – mężowi, żonie, córce kupią etat za głosowanie. Serio ktokolwiek myśli, że to są „transakcje” ze względu na walory własne?

            Na pewno nie zazdrościmy „układów”? Nie wybieramy bliższych znajomych, którzy „rokują” na naszą przyszłość? Dzisiaj ktoś myśli, że go to nie dotyczy. A jak członka waszej rodziny pominą w naborze, żeby zrobić komuś innemu miejsce, to też nie będzie Was dotyczyć? Będziecie mieli oczekiwania, że ktoś się w Waszym imieniu i za Was oburzy? Może jeszcze powinien protestować?

            To, co powinniśmy okazać takim ludziom to po prostu dezaprobata. Takie zachowania powinno się piętnować. To nie ludzie powinni się wstydzić, że nie mają znajomości. To ludzie powinni się wstydzić, że idą po władzę  dla korzyści własnych. O ile poczucie wstydu mają. Albo niech powiedzą nam wprost, że trzeba syna, córkę, męża, siostrę, brata gdzieś „wsadzić”. Możliwe, że intencje były szczere, ale dali się uwieść i w zamian za korzyści zmienili początkowe poglądy? Jak to z nami jest?

            I cóż w tym dziwnego, że potem ludzie nie chodzą na wybory? Mają pełne prawo czuć się oszukanymi, bo to nie władzy wyłącznie ma być lepiej, ale wszystkim.

            Tylko… dopóki nie zaczniemy wycinać takich ludzi z list wyborczych, pokazywać, że są persona non grata w działalności publicznej – nie zmieni się nic.

Do kogo pretensja?

Polityk, to taki ktoś, kto się znalazł we władzach przez Was/Nas. Jeżeli akceptujecie takie zachowania – w czym problem? Znieczulica, niesprawiedliwość i krzywda staje się  logiczną konsekwencją naszej normy moralnej.

            I dalej myślicie, że człowiek, którego członka rodziny gdzieś do pracy przyjęto, rzeczywiście w dalszym ciągu jest waszym przedstawicielem? Czy może już przedstawicielem „załatwiacza”? To ma być nasza elita?

            Skoro jest jej deficyt, to stwórzmy te elity sami. Można się pomylić raz na cztery lata, ale nie ma sensu tego błędu powielać. Bo dzisiaj ten „załatwił” coś komuś za coś. A jutro obaj będą decydowali, jak będzie się rozwijało Wasze miasto/gmina/powiat.

A jak przyjdzie jakiś lepszy „załatwiacz” to się klub zmieni, czy będzie się tylko za tym załatwiaczem głosować? Nasz kręgosłup z gumy wszystko przyjmie.

Lista „elitarnego” wstydu i odium społecznego. To jest to, co powinno powstać za ostatnie cztery lata.

Znacie?