© 2023 by Lingo. Proudly created with Wix.com 

Projekt dofinansowany ze środków Fundacji Batorego
  • Twitter Ikona społeczna
  • Facebook Classic
  • YouTube Classic
  • Google Places Social Icon

Lubartów, maj 2017

Na ulicach cichosza, na chodnikach cichosza*… na konsultacjach społecznych też cichosza.

 

Od dawna obserwujemy spadek zainteresowania zaproszeniami do konsultowania miejskich przedsięwzięć, brak aktywności społecznej i obywatelskiej. Co jest z tą aktywizacją? Czy działania są nietrafione? Czy zapraszający nie ma odpowiedniego autorytetu? Czy skutecznie mieszkańców wyedukowano, że ich głos nie ma znaczenia? 
A może to zwykły brak wiedzy? Niedoinformowanie?
Dla kogo są konsultacje? Dla mieszkańców? Dla Urzędu Miasta? Dla radnych? Dla nikogo?

"Dzięki zrealizowanym przedsięwzięciom, podobszary rewitalizacji stały się rejonami atrakcyjnymi, charakteryzującymi się wysoką jakością przestrzeni publicznej oraz zadowalającym stanem infrastruktury technicznej i mieszkaniowej.
Ograniczony został odsetek osób wykluczonych społecznie, zagrożonych wykluczeniem oraz korzystających ze wsparcia pomocy społecznej.
Społeczność lokalną obszaru rewitalizacji tworzą osoby aktywne i w pełni wykorzystujące swój potencjał, który w przyszłości przyczyni się do dalszego rozwoju terenu." 
Czyli mniej więcej „Teatr mój widzę ogromny”**

Co to jest? 
Wizja, która chyba w teorii powinna się już ziszczać, skoro dotyczy Lokalnego Programu Rewitalizacji dla Lubartowa na lata 2016-2023. 
Co prawda na stronie BIP w zaproszeniu na sesję mamy punkt o podjęciu uchwały w sprawie przyjęcia Lokalnego Programu Rewitalizacji dla Lubartowa na lata 2017 – 2023, ale wszyscy wiemy, jak ten czas szybko leci…
Jak czytamy na lubartow.pl przygotowanie tegoż Programu opiera się na zasadach partnerstwa oraz partycypacji społecznej. Czytamy też, że mieszkańcom umożliwiono udział w pracach nad dokumentem na każdym etapie jego przygotowywania. 
Zapewne. Zaproszono na internetowej stronie miejskiej, jak na inne konsultacje.

Cel strategiczny V – aktywizacja społeczności lokalnej.
I powiązany z dokumentem powiatowym cel strategiczny 8: Budowa społeczeństwa obywatelskiego i zwiększenie aktywności społecznej mieszkańców.
…można powiedzieć w tym miejscu – ciszej, nad tą trumną***
Z definicji – jeśli ktoś jest wykluczony społecznie, to nie uczestniczy. W czymkolwiek. Idąc tym tropem, można powiedzieć, że w Lubartowie przeważają wykluczeni, ale to nie o tym.

Rozumiemy, że to jest do pewnego stopnia wygodne – odfajkowane obowiązkowe konsultacje, ogłoszone na stronie miejskiej z grafikiem spotkań, którą ogląda osób…x? 
Ewentualnie jeszcze relacja po pierwszym spotkaniu w Lubartowiaku. Może, jak zechcą, lokalne media coś wrzucą. Jak ktoś nie śledzi kalendarium, to nie zobaczy. 
Po co to jest? Może i obowiązkowo, ale po co takie działania pozorowane.

To w ogóle nie miało być o Lokalnym Programie Rewitalizacji dla Lubartowa na lata <nie wiem> - 2023. 
 Tylko o kosztach i zyskach. Finansowych i społecznych.
Ale skoro już jesteśmy przy tym projekcie, to wiemy, że po kwietniowym spotkaniu podsumowującym prace nad Programem do Urzędu Miasta trafiło pismo, złożone przez mieszkańców, w którym podtrzymują sprzeciw dotyczący budowy ścieżki rowerowej przy Łąkowej po stronie zachodniej. Jest to pismo kolejne w tej sprawie. Czy ten postulat zostanie uwzględniony? Na spotkaniu było czterech radnych, zapewne dopytają. 
Celem konsultacji dotyczących zmiany w "Regulaminie utrzymania czystości i porządku na terenie Gminy Miasta Lubartów w zakresie nieobjętym regulaminem utrzymania czystości i porządku na terenie Związku Komunalnego Gmin Ziemi Lubartowskiej" było poznanie opinii organizacji pozarządowych oraz podmiotów, o których mowa w art. 3 ust. 3 ustawy z dnia 24 kwietnia 2003 r. o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie działających na terenie Miasta Lubartów. Ile uwag zostało zgłoszonych? Zero. Czym się różni to Zarządzenie od ubiegłorocznego? Frazą „oraz Mieszkańców miasta Lubartów”. 
Czy jest w tym coś dziwnego? Po co nas mają pytać o zdanie, jeśli nie mamy żadnego? Albo tylko takie, którym dzielimy się z sąsiadem. 
Nie lepiej wygląda sprawa budżetu obywatelskiego. Wiemy, że są miasta, w których wokół tego głosowania tworzy się swoiste święto samorządności. Ile ogłoszeń prasowych zlecił Ratusz? Zero. Ile wydano… no nie na promocję, bo o tej w ogóle nie ma mowy. Papier i toner do drukarki – 150 zł. Komisja wyborcza – 3800 zł. A propos budżetu obywatelskiego, to pewnie zaraz usłyszymy, że jest budżet miasta i to jest sztuczne itd. Ale ilu radnych zgłaszało wnioski do budżetu miejskiego wiemy, bo pytałyśmy. 
Lokalne rewitalizowanie i budowanie kapitału społecznego, że nie wspomnę o zohydzonym budowaniu społeczeństwa obywatelskiego wymaga trochę więcej pracy, niż opublikowanie na stronie informacji o konsultacjach. Należałoby też uznać i według tego działać, że głos mieszkańców faktycznie ma znaczenie. I to mieszkańcom uświadomić. 
No, chyba, że nie ma. Albo jest dobrze, jak jest.

*Autor tekstu: Grzegorz Turnau, Michał Zabłocki
**Stanisław Wyspiański
***Stanisław Stroński