Strażniczy Lubartów. Patrzymy władzy na ręce

Prawo do informacji publicznej brzmi jak coś technicznego. Jak ustawa, którą znają prawnicy, dziennikarze i ci, którzy zawodowo śledzą urzędy.
A przecież w praktyce dotyczy rzeczy bardzo prostych.
Kto podjął decyzję? Ile to kosztowało? Z kim podpisano umowę? Na jakiej podstawie? Kto uczestniczył w spotkaniu? Dlaczego wybrano właśnie takie rozwiązanie?
To właśnie są pytania, które mieszkaniec ma prawo zadawać władzy.
I nie musi przy tym prosić o przysługę.
Informacja publiczna nie jest uprzejmością urzędu. Jest obowiązkiem władzy i prawem obywatela.
Dlatego przygotowaliśmy publikację „Prawo do informacji publicznej krok po kroku” – praktyczny przewodnik dla każdego, kto chce wiedzieć, jak naprawdę działa jego urząd, rada miasta, szkoła, instytucja kultury, spółka komunalna czy inny podmiot wykonujący zadania publiczne. (pod zdjęciem)
Nie jest to podręcznik pisany przez prawników i dla prawników.
Pokazujemy w nim, czym jest informacja publiczna, jak napisać prosty i skuteczny wniosek, jak formułować pytania, żeby nie dawać urzędowi wygodnej furtki do uniku, czym jest informacja przetworzona, kiedy urząd może odmówić odpowiedzi, co naprawdę znaczy „RODO” i co zrobić, gdy organ milczy albo odpowiada pozornie. Wyjaśniamy również, kiedy warto sięgnąć po skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i jak dokumentować własne działania, żeby nie dać się proceduralnie zmęczyć.
Bo dostęp do informacji publicznej nie jest teorią.
To jedno z najważniejszych narzędzi społecznej kontroli władzy. Bez niego obywatel bardzo łatwo zostaje z komunikatem prasowym, oficjalną wersją wydarzeń i przekonaniem, że „tak już musi być”. Z informacją może sprawdzić dokumenty, koszty, procedury i decyzje – i wyrobić sobie własne zdanie.
Ta publikacja powstała w ramach projektu „Strażniczy Lubartów – monitoring władzy lokalnej”, którego jednym z celów jest zwiększanie wiedzy mieszkańców o prawie do informacji i narzędziach kontroli społecznej oraz wzmacnianie przejrzystości lokalnego samorządu.
Nie trzeba być aktywistą. Nie trzeba znać procedury administracyjnej. Nie trzeba też pisać pięciostronicowych pism.
Czasem wystarczy jedno dobrze zadane pytanie.
A władza, która działa w imieniu mieszkańców i za ich pieniądze, powinna być gotowa na odpowiedź.