top of page

Mieliśmy rację w sprawie likwidacji mediów lokalnych, a właściwie w sprawie sprzeciwu wobec ich mechanicznej likwidacji. Argumentów dostarcza sama rzeczywistość. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się dziś w mediach komercyjnych, by zobaczyć, że prywatna forma własności nie jest gwarancją ani pluralizmu, ani bezstronności.

Debata publiczna lubi proste opowieści: tu rynek i obiektywizm, tam samorząd i propaganda. Problem w tym, że świat tak nie działa. Dlatego mówimy, że sprawa wymaga reformy zasad, a nie likwidacji całej kategorii mediów.

Zacznijmy od rzeczy prostej. Sprawa opisywana wokół OficjalneZero pokazała coś, o czym w debacie publicznej mówi się niechętnie, a dla nas jest oczywistością. Komercyjność nie jest konstytucyjną gwarancją obiektywizmu. W przestrzeni publicznej pojawiły się informacje o działaniach prowadzonych przez Open Dialogue Foundation / Fundacja Otwarty Dialog, w których wymieniany był Kanał Zero, Krzysztof Stanowski oraz współpracownicy tej redakcji. W kontekście tych działań pojawiały się również nazwiska i redakcje: Bartosz Kramek (Fundacja Otwarty Dialog), Dorota Wysocka-Schnepf w tvp.info, Wojciech Czuchnowski Gazeta Wyborcza, Krzysztof Boczek Press, OKO.press oraz serwis PostPravda prowadzony przez Piotra Kaszuwarę.

Niezależnie od ocen czy intencji, sama obecność takich informacji pokazuje, że rynek medialny z definicji działa w warunkach interesu ekonomicznego, relacji i strategii. A interes ekonomiczny nie jest tym samym co bezstronność. Rynek nie jest przestrzenią sterylną - działają w nim pieniądze, relacje i strategie. To normalne. Nienormalne jest dopiero udawanie, że komercyjne znaczy obiektywne.

Właśnie dlatego w naszych uwagach do projektu ustawy podkreśliliśmy, że przeciwstawianie „mediów prywatnych” i „mediów samorządowych” jako prostego podziału na dobre i złe jest uproszczeniem. Projektowana regulacja dotyka wolności prasy (art. 14 Konstytucji), prawa do informacji (art. 61 Konstytucji) oraz zasady samodzielności samorządu. W takiej materii nie wystarczy logika likwidacyjna - usunąć jedno i uznać, że drugie z natury będzie lepsze.

Nie zgadzamy się z narracją, że wystarczy zlikwidować prasę samorządową, a lokalna demokracja sama się naprawi. To nie jest obrona obecnego modelu gazet samorządowych. My również widzimy jego słabości. Dlatego postulujemy konieczność ucywilizowania granic funkcjonowania mediów samorządowych. Reformy zasad, nie „bełkotu” o nich i demokracji. Potrzebne są twarde gwarancje: zakaz publicystyki i promocji władzy, funkcja „chłodnego BIP-u”, minimum 50% treści obywatelskich publikowanych bez ingerencji merytorycznej, jawna kolejność zgłoszeń, prawo odpowiedzi, regulacja w drodze uchwały jako aktu prawa miejscowego podlegającego kontroli sądowoadministracyjnej.

To jest zasadnicza różnica między likwidacją a reformą. Likwidacja opiera się na wierze, że rynek zapewni pluralizm. Reforma opiera się na przekonaniu, że pluralizm wymaga procedur, jawności i kontroli, niezależnie od formy własności.

Doświadczenie pokazuje, że zarówno sektor prywatny, jak i publiczny podlega różnym presjom: właścicielskim, politycznym, reklamowym czy ekonomicznym. Dlatego nie ma znaku równości między „komercyjne” a „obiektywne”, tak jak nie powinno być znaku równości między „samorządowe” a „propagandowe”. O jakości debaty nie decyduje etykieta, lecz reguły, w jakich funkcjonuje medium.

Drugi element tej układanki jest jeszcze ważniejszy i znacznie mniej wygodny. W sprawie opisanej wokół OficjalneZero i Open Dialogue Foundation / Fundacja Otwarty Dialog pojawił się również wątek finansowania organizacji społecznych ze środków publicznych. Jeżeli organizacja korzystająca z dotacji publicznych angażuje się w działania wymierzone w konkretne medium komercyjne, to pytanie przestaje dotyczyć wyłącznie relacji rynkowych. Zaczyna dotyczyć standardów wydatkowania środków publicznych, przejrzystości grantów i granic aktywności finansowanej z pieniędzy podatników.

Nie chodzi tu o rozstrzyganie sporów medialnych. Chodzi o zasadę. Środki publiczne powinny służyć realizacji jasno określonych celów statutowych i pozostawać poza bieżącymi konfliktami medialnymi.

Problem nie polega na tym, kto jest właścicielem medium, tylko na tym, jakie pieniądze i na jakich zasadach krążą w jego otoczeniu. Dokładnie tego, o czym mówimy od początku.

© 2023 by  Lingo. Proudly created with Wix.com 

Grant realizowany ze środków Unii Europejskiej w ramach projektu SPLOT WARTOŚCI 2.0
bottom of page